sobota, 27 listopada 2010

spać! bo tu nic!



i świątecznie na potęgę... światełka, mikołaje, grzane wino,
mnóstwo ludzi wszędzie...
biało robi się do tego...biało-biało, serio:)

za oknem leniwie pada śnieg a moje myśli leniwie krążą
wokół tekstów Heyi tematu pracy mgr...
albo lawirują gdzieś pomiędzy nauką języka angielskiego,
a może i hiszpańskiego...
potem nagle mają ochotę zająć się sukienką sylwestrową...
a później schodzą niżej i niżej...
jakie buty??
no i Krym siedzi tam gdzieś i Madryt i Barcelona...
ehh, bałagan totalny mam, no...

zrobię sobie kawę i pomyślę czym zająć się najpierw...
albo zapadnę w zimowy sen...
tak, tak zrobię:)
pozdro dla wszystkich, którzy się nieco pogubili:)
i gratulacje dla tych , którzy dają radę:*

sobota, 6 listopada 2010

erasmus party...


tu jeszcze wyglądamy...


matko kochana, co to za impreza była...istny Babilon...
tak się zrobić... ah, maj...

środa, 3 listopada 2010

wszystko co dobre...

szybko się kończy...
i to tak apropos nie tylko sałatki od mamizy...
ale nie ma co narzekać, data kolejnego spotkania ustalona:)
tym razem ja robię niespodziankę:)
namacalne dowody Konradowej wizyty są!! patrz niżej:)
czajnik!!
jest czajnik- jest herbata:D i kawa oczywiście:)
i powiem Wam, że nie ma to jak swój osobisty czajnik w akademiku:)
mała rzecz a cieszy...


innych dowodów już nie mam:) zjedzone zostały z wielką przyjemnością:)
mamiza moja to jest po prostu wielka...
nie dość, że my tu sanatorium mamy, to ona nam święta na początku listopada wyprawia:D
ah:)