głupi problem, trochę moralny ale może nie do końca...
mam sen, wizję...widzę psa przywiązanego do łańcucha...widząc mnie skacze i merda ogonem, piszcze, jakby wołał mnie do siebie, prosząc o cień pieszczoty...
a ja jestem rozdarta...
wiem, że jeśli podejdę, będzie przez chwilę szczęśliwy...dam mu nadzieję, którą po chwili odbiorę i zostawię go rozczarowanego i oszukanego. Zamknę wtedy oczy i uszy, nie spojrzę już na niego i odejdę...zapomnę...
mogę też udając, że go nie widzę, odejść od razu...jeśli nie pozna smaku mej bliskości, nie będzie tęsknił...będzie mu łatwiej...
nie wiem...konflikt tragiczny?? a może lepsze zło??
1 komentarz:
"stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś" Czy warto? Wiem, że może być ciężko i odejść, i być porzuconym. To wiadomo... ale jest jeszcze coś.. każda przyjaźń, związek, choćby krótki, uczy nas czegoś nowego. Uczy zarówno porzucającego, jak i porzuconego. Można przejść przez życie nie zawierając żadnych bliskich znajomości, ale po co? Przecież każda taka znajomość/związek to nowe doświadczenie, nowe spojrzenie na przyszłość...
Prześlij komentarz